Dear World: I'm coming!: Asia 2014
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Asia 2014. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Asia 2014. Pokaż wszystkie posty

sobota, 6 czerwca 2015

Laos in 3 minutes.

Nie jestem specem od mediów ani montażu, nie miałam nawet aparatu w Azji, a filmy kręciłam tabletem. Cóż... jak widać da się i chociaż efekt mógłby być o niebo lepszy: w głowie mam najlepsze obrazy, nie da się nałożyć na nie efektu, dodać kontrastu ani przyciąć. Bez zbędnych ceregieli: Laos w 3 minuty.


I'm not professional if it comes to media, had no camera in Asia, movies recorded with my tablet. Well... as you can see, it's possible, even if the effect could be better: in my head there are the best pictures, with no adding contrast, without filter, with no cuts. Without syperfluos ceremony: Laos in 3 minutes.

niedziela, 31 maja 2015

Luang Prabang - bang!

English version below polish

Po pobycie w Tajlandii wszystkiego trzeba było się nauczyć od początku. Dziękuję, dzień dobry, przepraszam, była tu też inna waluta: kipy - ceny w dziesiątkach/setkach tysięcy zawsze wprawiały mnie w niemałe zakłopotanie. Dobrze, że zawsze obok był ktoś o niebo lepszy z matematyki od Katarzyny. W dniu dzisiejszym 1 kip to około 45 groszy. 


Po dotarciu tuk tukiem z portu (co jest zbyt wielkim słowem) znaleźliśmy się prawie 10-osobową grupą w samym centrum miasta. Guesthouse na guesthou'sie - i weź tu człowieku bądź mądry i znajdź coś taniego :) Sezon się jeszcze nie  zaczął więc wybór był ogromny. Padło na Culture Guesthouse - jakieś 7 minut do pobliskiego nocnego marketu (uwielbiam!). Zapłaciliśmy po przeliczeniu ok. 15zł za nockę/od osoby (ja dzieliłam pokój i łóżko z przeuroczą Angielką). Na górze pokój miały 2 Holendry i Anglik, a w sąsiedztwie spali Australijczyk i Holenderka. Spędziliśmy tam chyba 3 nocki.


Co robiliśmy na miejscu???

Było leżenie nad basenem. Wyjście do klubu (de facto był to bardzo dziwny klub) w którym zamiast regularnego parkietu były taki ze stolikami otoczonymi przez gibających się ludzi, pokazaliśmy im jak się tańczy ;). Były też kręgle - a przy tym kupa śmiechu i mnóstwo pijanych ludzi dookoła. Utopia - najlepszy pub/bar w jakim dane było mi wypić Beer Lao - poduchy na podłogach, wszyscy na bosaka, bambusowy taras, tam spotkali się wszyscy z łódki - nie trzeba się było nawet umawiać - to po prostu kultowe miejsce do którego idą wszyscy prędzej czy później: sami zobaczcie ;) Trip Advisor Wam pokaże, byłam zbyt zajęty na jakiekolwiek zdjęcia. 


Wbiegliśmy po schodach na górę gdzie była świątynia - ledwie zdążyliśmy na zachód słońca... czy wspominałam, że oni są zboczeni pod względem schodów i przy tym utrudniania życia innym? :D Pojechaliśmy też nad dwa wodospady (jeżeli ktoś wybiera się najlepiej jest złożyć się grupą na tuk tuka zamiast kupna zorganizowanej wycieczki z biura), a wybraliśmy Kuang Si Falls i Tad Sea Waterfall. Z racji tego, że akurat była pora deszczowa zamiast malowniczych niebieskich wodospadzików zastaliśmy rwące potoki z brązowawą wodą - co oczywiści nie przeszkadzało nikomu żeby wskoczyć i pomoczyć spocone tyłki. Żeby dostać się do Tad Sea Waterfall trzeba było z tuk tuka przesiąść się do łódki prawie takiej jak w filmie o Pocahontas. 


Z innych atrakcji korzystaliśmy po drodze - nocny market, a tam mnóstwo lokalnych wyrobów, wódek ze skorpionami i wężami w butelce, torebek, wisiorków - raj dla zakupoholików i alkoholików. Wyhaczyliśmy super miejsce z jedzeniem - coś w stylu "all you can eat" za 4złote :D - mimo prób znalezienia czegoś innego wracaliśmy w to samo miejsce jak te bumerangi. Leżeliśmy na ulicy przy Mekongu i patrzyliśmy w gwiazdy.

Tad Sea Waterfall

O samym mieście? Urocze, spokojne, 3 dni w Luang wystarczyły żeby zobaczyć miasto, okolice i nauczyć się podstaw laotańskiego. Czy ludzie byli tu inni? Hmmm, właściwie to dało się zauważyć różnicę - nie byli tak upierdliwi na bazarze, nie zawsze odwzajemniali uśmiechy, czasem czułam się tam jak najeźdźca. Z Luang Prabang do... Vang Vieng! Miasto grzechu, tak o nim mówili.



ENG version :)

After being in Thailand I had to learn all of the things from scratch. Thank you, good morning, I'm sorry, also they have different currency: kip - prices in tens/hundreds of thousands always made me confused. Well, also had someone next to me who was much better then me from math what was preety good tho. Today 1 LAK is 0.0001 USD - to make it easier 1 USD is 8102 LAK.

A tak robiłam zdjęcia do końca wyjazdu... / That's how I was making picutures till the end of my trip...

We took tuk tuk from the port to city centre ("port" is too big a word) Plenty of guesthouse's around - season has not started yet so the choice was huge. We stopped in Culture Guesthouse -  seven minutes away from night market (my big love!). We paid approx. 5$  per night for 1 person (I shared a room and a bed with a delightful English girl). Upstairs  was the room of 2 Dutch guys and Englishman, next to our room were Australian guy and Dutch girl. We spent there probably 3 nights.

 

What were we doing in Luang Prabang???


Lying next to the pool. Went to the club (in fact it was a very strange club) in which instead of regular dancefloor found some tables surrounded by standing people, we showed them how to dance ;). We also went for bowling - laugh and a lot of drunk people around. Utopia - the best pub/bar where I get Beer Lao - cushions on the floor, all people on barefoot, bamboo terrace, place where we met all of people from the boat -  it is simply a cult place where we all go sooner or later. Trip Advisor will show you some pics - I was to busy to make some.
 

We ran up the stairs to the one of the temples - almost missed the sunset... Did I mention that they love building stairs and at the same time they are making others life bit miserable? :D We went also to see two waterfalls (if one chooses the best is to make a group on the tuk-tuk instead of buying an organized tour of the office), and we chose Kuang Si Falls and Tad Sea Waterfall. Due to the fact that it was rainy season instead of nice blue water we found brownish water and really powerful waterfalls - which of course didn't disturb anyone to jump in and soak sweaty asses. To get to Tad Sea Waterfall we had to hire tuk-tuk and then change for the boat such as in a film about Pocahontas.  

Nocny market / Night market

The other attractions we enjoyed along the way - a night market with lots of local products as for example vodka with scorpions and snakes in bottles, bags, pendants - a paradise for shopaholics and alcoholics. Found lovely and great place with food - something like "all you can eat" for 1,4$ :D - even if we tried to find something else we came back in the same place as boomerangs.

 

Luang Prabang is charming, quiet and really chilled place. If you have just couple of days it's fair enough to see the city, the surrounding and learn the basics of Laotian. What about people there? Hmm, actually I could see the difference - they were not as pain in the ass in the bazaar, not always reciprocated smiles, sometimes I felt like invader. From Luang Prabang to Vang Vieng...! The city of sin, that's what I heard.



poniedziałek, 11 maja 2015

Way to Luang Prabang vol. 2

English version below polish ;)

"Część właściwa" podróży obejmowała 2 dni na łódce tzw. slowboat. 


Po przekroczeniu granicy na piechotę, wbiciu stempli i wizy znów musieliśmy czekać - busik był niestety zbyt mały jak na naszą liczną grupę więc jechaliśmy na dwie tury. Nie wzruszyło to zbytnio nikogo, łódka bez nas nie odpłynie... raczej. Zrobiliśmy sobie więc mały piknik, pograliśmy w karty aż w końcu i nas zgarnięto do busa (radość, że przez kolejne 2 dni moja zacna pupa w nim nie zagości była nie do opisania). 
 


Zjedliśmy po wypasionej bagietce w prowizorycznym porcie i rozsiedliśmy się w fotelach. Wiatr we włosach, hałas silnika, słońce, widoki po drodze, woda, która bardziej przypominała kolorem błoto. Płyniemy po Mekongu! Niby nic takiego ale... wierzcie lub nie ale ta rzeka to istna potęga, w porze deszczowej szczególnie (zrobiłam wywiad) ;)


No i jak się można łatwo domyślić na łódce rozrywek było całe mnóstwo - zmieniła się w mini imprezownię. Karty, chipsy, whiskey, ciastka, piwka...  Każdy praktycznie gadał z każdym, a godziny na wodzie leciały baaardzo szybko. Dopłynęliśmy do Pak Beng wczesnym wieczorem (w Azji straaaasznie szybko robiło się ciemno). Poznałam na łódce grupkę ludzi (holendrzy, australijczyk, angole) i lazłam za nimi gdy wysiedliśmy na ląd. Co było do przewidzenia na brzegu już czekało na nas "stado" Laotańczyków zachwalających swoje guesthouse'y. Zasada nr 1 - targuj się! I nie idź z pierwszą lepszą osobą, która rzuci Ci cenę do zaakceptowania, zawsze da się znaleźć tańszy nocleg ;) Ziomki z łodzi wybrały jeden guesthouse, a ja wytargowałam sobie tańszą od pokoju 3 osobowego jedynkę (wyniosło mnie to jakieś 15zł, chyba).

http://www.boatsandrice.com/

Poszliśmy na jedzenie i piwko do jedynej, względnie wyglądającej knajpy - indyjskiej :D Wierzcie lub nie, ale po jakimś czasie jedzenia w kółko makaronu ryżowego/ryżu czasem trzeba po prostu zjeść coś innego. Kolejny rodzinny biznes i obsługujące nas dzieci.


Każdy prawie słyszał o tym jak prawo w Azji jest restrykcyjne jeżeli chodzi o narkotyki. Cóż... ja zauważyłam, że praktycznie nikt nie zwraca na to uwagi. W Pai ludzie wcinali grzyby, W Pak Beng właściciel guesthouse'u palił opium z mymi znajomymi z bambusowej fajki, a zielsko? Było dostępne wszędzie. Ot taka narkotykowa hossa.

Drugi dzień był podobny do pierwszego, jeżeli chodzi o rozrywki. Choć więcej osób spało i panował większy spokój, czas się dłużył. Bo ile można siedzieć na tyłku (zamiast busa - łódź, płaskodupie murowane???


ENG version :)


"Main" trip for which we all were waiting for was journey on slowboat down the Mekong river.After crossing the border on foot, getting the stamps and visas we had to wait, again - minibus was a way too small for our large group. Well, we get used to that, the boat hopefully gonna wait for us... hopefully.  



So we had a little picnic, played some card games (joy that for the next two days my noble ass won't be sitting in minibus was indescribable). Had a nice baguette in kind of little harbor and finally sat in slowbaot's "armchairs". The wind in hair, noise of engine, sun, the views along the way and the water which was more like the mud. We are on Mekong! Believe it or not but this river is a real power, especially in the rainy season (interviewed) ;)


Well, as you can easily guess on the boat we had whole lot of entertainment - turned into a mini party. Cards, chips, whiskey, biscuits, beers... Everybody were talking with each other and the hours were passing extremely quickly. We reached Pak Bend early in the evening (in Asia it was getting dark veeery quickly). I met a bunch of people on the boat (the Dutch, Australian, British) and follow  them when we got ashore.  


We expected what we saw - Lao people were already waiting for us and trying to convince us for staying in their guesthouses. Rule No. 1 - haggle up! Don't go with random person who will give you a acceptable price, it's always possible to find cheaper accommodation ;) Mates from the boat choose one of the guesthouses and I bargained for myself single room cheaper than a  room for 3 people (it cost me some $5, I think, maybe even less).


We went to eat something "normal" (after whole day with snacks) to the only nice looking place - Indian Hasan Restaurant.  Believe it or not but after eating all the time rice noodles/rice sometimes you just need to eat something else. Another family business and working children.

 

Everyone has heard about it how law is strict if it comes to drugs in Asia. Well... I noticed that virtually no one pays any attention on that. In Pai people ate mushrooms like crazy, in Pak Beng owner of our guesthouse smoked opium with my friends from a bamboo pipe, weed? It was available everywhere. Whatever you like.

The second day was similar to the first one = kinda entertaining. Although more people were sleeping and rest was just quiet. Because for how long you can sit on your butt??? Instead of the bus - boat, flat ass guaranteed.



niedziela, 3 maja 2015

Way to Luang Prabang vol 1



English version below polish :)

3 dni i dwie noce - właściwie 3 noce, w tym jedna połowicznie spędzona w ciasnym mini-busie (jak widać na poniższym obrazku - trochę im się skłamało) tyle trwała podróż z Pai do Luang Prabang. Za przejazdy plus jeden nocleg (w Chiang Khong) zapłaciłam 1750bht (ok. 175zł ), za drugi (w Pak Beng) trzeba było wyłożyć pieniądze ze swojej kieszeni. Około 18.30 wyruszyliśmy z Pai, o 1-wszej w nocy dotarliśmy do Chiang Khong. 

Czy da się inaczej? Taniej? Da ;) Ale nie wszystkim chce się kombinować, czasem się wręcz w niektórych przypadkach nie opłaca, więcej info znajdziecie TUTAJ. Krok po kroczku.


Szczerze? Minibusy są strasznie męczące. Wydaje się, że siedzenie na tyłku przez kilka godzin to nic takiego, można odpocząć, odespać ale... nic bardziej mylnego. Nie dość, że są ciasne (wysokie osoby, bądź długonogie łanie mają przechlapane) to jeszcze trzęsie w nich jak cholera. Nie dziwne, że ludzie faszerowali się na podróż Valium (dostępne w każdej aptece w Tajlandii czy Laosie - bez recepty), rozpijali butelkę taniej whiskey albo brali leki na chorobę lokomocyjną dostępne nawet w spożywczaku (Dramamine, dimenhydrinat, 2 złote za jakieś 10 tabletek) - dzięki temu odkryciu przespałam każdą nocną podróż autobusem, mimo średnich warunków do spania. Ćpuństwo, inaczej nie da się tego nazwać.


W Chiang Khong rozrzucono cały minibus do pokojów 2-osobowych (kto miał farta i swój pokój? :D). O poranku śniadanko, wypełnianie świstków potrzebnych do uzyskania wizy na granicy, robienie zdjęć (jakieś 5zł za 4szt - niektórzy byli ciut średnio przygotowani, a ja nadgorliwa :D miałam zapas zdjęć na 3 lata...). Załadowano nas i plecaki do auta po czym zawieziono na granicę (przejście w Houay Xay). Tam podchodzenie do okienka, znowu papierki, 25$/30$ w kieszeni mniej i czekanie. Człowiek czekając na coś cały czas uczy się szybko cierpliwości :D Polecam Azję - jeżeli komuś jej stale brakuje.

Przekroczyliśmy granicę, jedziemy nad Mekong. Czas na "część właściwą" podróży do Luang Prabang. Zdjęcia z 24 września zaginęły, skończyło się robienie zdjęć smartphonem - umarł, nadeszła era zdjęć z tableta - małe "Shire" w dowodzie, że nie wyszło to nikomu na złe ;)


ENG version :)

Three days and two nights - actually 3 nights, including one partially spent in a cramped mini-bus (as you can see on the first picture at the beggining of post they are preety little liers) that's how long took getting from Pai to Luang Prabang in Laos. For transport and one night stay (in Chiang Khong) I paid 1750bht (approx. 53$ ), for the second hostel (in Pak Beng) need to pay by myself. We left Pai around 18.30 and about 1 a.m. at night we arrived to Chaing Khong.

Can you get there without booking a trip? Is that easier? Cheaper? Well, it's possible - but sometimes it's just not worth to contrive everything. All depends ;) Pai - Luang Prabang "Step by step"
 
Honestly? These minibuses are terribly tiring. It seems that sitting on butt for a few hours is nothing, that you can relax, sleep but... it's a little bullshit. Not only that they are tight (a tall person, or long-legged girls are screwed) also inside it shakes like hell. No wonder that people preparing themselves for travel taking Valium (available in every pharmacy in Thailand or Laos - without a prescription), drinking a bottle of cheap whiskey or taking medication for travel sickness which you can get even in the grocery store (Dramamine, around 0,5$ for 10 tablets) - thanks to this discovery I slept every night while being in a bus, despite the average conditions for sleeping. Junkie - can't name it in a different way.


Moje magiczne tablety! / My magic tabs!

In Chiang Khong they sent us to double rooms (who was lucky and had own room? :D). In the morning had small breakfast, filling some papers required to get a visa at the border, taking pictures for some little money (some people were bit less prepared as they should be, and I was overzealous, I had pictures for 3 years...). Together with backpacks we were loaded into the car and then driven to the border (crossing in Houay Xay). Small window, again some papers, $25/$30 less in pocket and waiting, again. Discover of the year: man waiting for something constantly learning patience :D I would recommend going to Asia - when someone has lack of it.

"Biurokracja" na granicy. / Paperwork on the border.

We crossed the border and going over the Mekong. Time for a "right part" trip to Luang Prabang. Photos from 24th of September were lost, ended up taking pictures using my smartphone - it died,  time for photos took with using my tablet (I know, that's kinda weird). Ciao!



wtorek, 7 kwietnia 2015

Tajskie podsumowanie / Thai summary

English version below polish :)


Należałoby W KOŃCU podsumować pobyt w Tajlandii (na blogu pojawi się jeszcze wpis o wyspach - na samym końcu wyprawy odwiedziłam Koh Lantę i Koh Tao - jeżeli ktoś ma jakiekolwiek pytania służę pomocą wszelaką). Nie spędziłam tak roku, ani chociażby kilku miesięcy ale powiedzmy, że coś tam widziałam, poznałam, odwiedziłam.


Tajlandia... pierwszy kraj, który odwiedziłam. Pierwszy w którym opadanie szczęki łączyło się z wytrzeszczem oczu - z szoku, osłupienia i niedowierzania. 

Prażone robale. Pin pong show. Ladyboysi. Masaże. Mniej lub bardziej jawna prostytucja. Gaz rozweselający. Pyszne jedzenie. Kolory. Brud. Ciągłe wspinanie i wchodzenie po schodach, co najmniej 5 zawałów. Nauka porządnego posługiwania się pałeczkami. Kradzież. Podróżowanie nocą. Najsmaczniejsze owoce, jakie jadłam w życiu. Mój pierwszy raz na skuterze. Przejażdżka na słoniu. Rafting. Wpół zatopiona bambusowa tratwa. Tuk tuki. Ciągłe podejrzenia. Świątynie. Irytacja ciągłymi próbami sprzedania czegokolwiek. Upał. Ciągłe gubienie się i ,,nauka chodzenia" wśród tłumu. Nauka targowania. Trekking w dżungli. Fireshow. Reagge bary. Muzyka na żywo. Klub w Tajlandii i dodatkowe 3 dziury w mózgu z powodu muzyki. Liczne kąpiele - gdzie popadnie. Szczury giganty w Bangkoku. Pływający targ. Głaskanie naćpanych tygrysów. Dużo Changów. Totalna dezinformacja.  Gorące źródła w górach. Tłumy wspaniałych ludzi i całe mnóstwo dobrych wspomnień.



 
Wrażenia?  Wydaje mi się, że Tajlandia już jest nieco popsuta (mimo, że nie mam porównania z tym co było x lat temu). Z jednej strony dzięki szeroko pojętej turystyce kraj się wzbogaca z drugiej - ludzie robią się coraz bardziej chciwi i fałszywie milutcy, a natura na tym baaardzo cierpi (np. rafa koralowa). Odwieczny problem krajów rozwijających się, coś za coś chce się rzec. 

Koh Tao

Mimo wszystko pokochałam ją. Ze swoimi wszystkimi mniejszymi i większymi wadami. Da się tam kupić i załatwić dosłownie wszystko, a wszelkie absurdy są na porządku dziennym i po tygodniu już chyba nic nie jest w stanie człowieka zdziwić o czym pisałam TUTAJ. I z pewnością odwiedzę jeszcze ten kraj ale tym razem daruję sobie Bangkok i wyspy, północ wymaga dłuższej eksploracji :) W Pai zostanę na dłużej, z pewnością. Ceny? Wyspy są droższe, północ tania, Bangkok - trzeba wiedzieć gdzie szukać, no i do wszystkiego dochodzi umiejętność targowania się - spokojnie, można tą umiejętność bardzo szybko opanować do perfekcji, mamy wiele okazji do trenowania ;)

Tajski spis treści - tak żeby nikt się nie nadwyrężył zbytnio przy szukaniu czegokolwiek. Tam znajdziecie całą resztę. Czas na Laosssss!

Pozdrawiam,

Kanapkowa mistrzyni!




ENG version :)

Time for Laos so need to summarize FINALLY my stay in Thailand (I'm going to write one more post about islands - at the end of the trip I visited Koh Lanta and Koh Tao - if anyone has any questions, just drop me a line). I didn't spend there year or even a few months, but let's say that I saw something, met some people and visited some places.  


Thailand... the first country I visited. The first where my jaws fall and where had exophthalmos eyes at once - from the shock, dismay and disbelief.  

Roasted bugs. Pin pong show. Ladyboys. Massages. More or less overt prostitution. Laughing gas. Delicious food. Colors. Dirt. Continuous climbing and climbing stairs + at least 5 heart attacks. Lessons of using chopsticks decently. Theft. Travelling at night. The most delicious fruits I ate in my life. My first time on a scooter. Ride on an elephant. Rafting. Bamboo raft. Tuk tuks. Continuous suspicion. Temples. Annoyance of trying to sell anything. Heat. Continuous getting lost and learning to "walk" among the crowd. Science of bargaining. Trekking in the jungle. Fireshows. Reagge bars. Live music. Club in Thailand and an additional 3 holes in the brain because of the music. Numerous baths - wherever and whenever. Giants rats in Bangkok. Floating Market. Stroking drugged tiger. A lot of Changs. Practical disinformation. Hot springs in the mountains. Crowds of great people and a lot of good memories.

Phuket

It seems to me that Thailand is already a bit broken (even though I have no comparison with what was "x" years ago). On the one hand thanks to the wider tourism enriches the country on the other - people are getting more greedy and false nice and nature is suffering (for example coral reef). The eternal problem of developing countries "something for something" you want to say.


Koh Lanta - week before way back.

After all I love Thailand. With all major and minor defects. Where you can buy and get literally everything and all the absurdities are here in the order of the day and after a week probably you won't be suprised anymore - wrote about it HERE. I will for sure visit this country again but this time I will skip Bangkok and islands, North requires a longer exploration :) In Pai going to stay bit  longer, certainly. Prices? The islands are more expensive, North is cheap, Bangkok - you need to know where to look and to everything there is bargaining skills - no worries if you can't do that you are going to have opportunities to train, to become a master ;)

All posts about Thailand - just to help you with searching of anything. Time for Laosssss!


Regards,


Master of sandwiches!

 

niedziela, 8 marca 2015

Tajszczyzna / Thai

English version below polish! :)

Układam swe nowe życie "na wygnaniu". Najpierw szukanie mieszkania, potem szukanie pracy, teraz praca, urodziny spędzone w łóżku i brak weny - na cokolwiek. Nikt nie mówił, że będzie łatwo :D Odnośnie postu, ostrzegam: to są moje obserwacje i przemyślenia, niektóre tematy mogą budzić negatywne emocje i mieszane uczucia. 



Ciąg dalszy o Tajlandii. Co rzuca się w oczy i początkowo otwiera je jeszcze szerzej ze zdumienia? Tym razem rzecz o zwyczajach i tajszczyźnie - nie tylko tej w kuchni. 

Massaaaaage? Tajki strasznie śmiesznie przeciągają to słowo gdy zapraszają przechodniów (muszą mieć gardła ze stali) po jakimś czasie niestety zaczyna to irytować - tym bardziej, że krzykaczki naganiaczki są wszędzie. A miejsc z masażem jest całe mnóstwo! Zależy od miasta ale w tych (pełnych turystów) przed salonami zazwyczaj wystrojone w skąpe łaszki panie, czasem też panowie ,,undercover" ;) do tego bardzo słodki uśmieszek, mega mocny makijaż i miauczenie: thai massaaaaage? Na szybach często widziałam naklejki ,, no sex" co jest nieco zastanawiające patrząc na ich wygląd i zachowanie :) - co nie oznacza, że każde miejsce z masażem jest jaskinią rozpusty! Bez uogólnień.



Wiele jest miejsc gdzie sadzają nas albo kładą na kozetkach/poduchach przy samiutkiej ulicy. Masaż open air? Czemu nie - idealne miejsce do obserwacji :) Bądźcie gotowi na ekstremalne wrażenia jak wyginanie rąk, wbijanie łokci, strzelanie palcami u stóp i wykręcania kończyn i szyji we wszystkie strony świata... Dorobiłam się siniaków nie raz czy dwa ale za każdym razem następowała ta cudowna błogość, pełne rozluźnienie i jakoś tak człowiekowi było lżej. Kiedyś z resztą napisałam na facebooku, że jeżeli ktoś mnie wymasuje jak Tajowie/Tajki biorę za męża z marszu ;) Koszt? 120bht (12zł) za pół godziny :)
 
Thai woman, a obok nich często w gratisie european man. Panowie w wieku 45-70 często przyjeżdżają tutaj w różnych celach. Albo się zabawić albo znaleźć miłość swojego życia albo nieco porozpieszczać. Tajki uwielbiają europejczyków, albo ich portfele. A szkoda.


Tajki są piękne, trzeba to przyznać. Drobniutkie, malutkie i nie wiedzieć czemu wszystkie chcą mieć białą skórę, trupią wręcz. Nawet idąc do sklepu z zamiarem kupna... powiedzmy kremu do twarzy tam znajdziemy krem wybielający (nawet krem do opalania z filtrem ma właściwości wybielające!). Jeżdżąc na skuterkach ubrane są dosłownie od stóp do głów, skarpetki, rękawiczki, widać im tylko oczy. Swoją drogą... jak one się nie ugotują w takim uniformie?!?


 
Thai food. Owoce morza (im bliżej wybrzeża tym świeższe i lepsze), warzywa, dziwne owoce, mięso niewiadomego pochodzenia, makaron ryżowy albo ryż. Często jedzenie przygotowywane praktycznie na naszych oczach, jest podawane piekielnie gorące i wcale nie takie ostre jakby się mogło wydawać (zazwyczaj wszystko musiałam ,,zaostrzać" na talerzu). Polecam curry, pad thai i mango sticky rice - niebo w gębie!


Szkoda tylko, że przez ten upał i duchotę trochę odechciewało się jeść. Taki los ale wierzcie: walczyłam z tym jak tylko mogłam :D Pamiętajcie - im więcej osób w lokalu tym lepiej - znaczy, że jedzenie jest świeże i smaczne :) Przez 3 miesiące ani razu się nie strułam - a chemii na zatrucia zabrałam całe mnóstwo.

Co jeszcze?

Tajowie kochają króla i widać na każdym kroku. Wszędzie powywieszane są flagi, zdjęcia, ołtarze. Jest też wiele świąt poświęconych właśnie głowie państwa. Jeżeli będziecie w Tajlandii i nagle okaże się, że co drugi Taj ma żółtą koszulkę - to właśnie jeden z tych dni - żółty jest kolorem monarchy :) A gdy pójdziecie do kina do czasu trwania reklam doliczcie kilka minut na filmik z hymnem poświęcony właśnie rodzinie królewskiej - należy wstać ze wszystkimi i zachować powagę.


Tajowie są bardzo religijni. Głównie są wyznawcami buddyzmy oraz islamu. Często w domach/przy domach mają ołtarzyki gdzie składają w ofierze różne rzeczy od ciastek przez kwiat na browarkach kończąc. Te przydomowe są domkami dla duchów, bo bez schronienia mogą nawiedzać ludzi. W ramach ciekawostki: czy wiecie, że za bardziej złośliwe i wredne duchy uważa się te płci żeńskiej? Hm... ciekawe dlaczego :D


Wchodząc zaś do świątyni (domu ale też czasem i sklepu bądź salonu fryzjerskiego) należy zdjąć buty. Jeżeli widzimy jakieś przed wejściem - wiadomo co należy zrobić. W szortach, topem czy z wielkim dekoltem również nie radzę się pokazywać - czasem można wypożyczyć przed wejściem chustę albo szatę, ale wygodniej mieć na sobie szerokie przewiewne spodnie i chustę do zarzucenia na ramiona - polecam.


Igraszki i swawole. W Tajlandii mimo dużej roli religii w życiu wielu może zaskoczyć to co tutaj zastaną. Po pierwsze tłumy lady boyów - trzeba przyznać za niektórymi niejeden (nieświadomie) się oglądał czy stawiał drinka. Kolejnym dziwnym zjawiskiem jest istnienie Ping Pong Show -  wystarczyło, że ktoś mi opowiedział cóż to za show, fuj. W skrócie Pani Tajka używając swoich mięśni pochwy strzela piłeczką ping pongową, wciąga i ,,wypluwa" różne przedmioty. Po trzecie - prostytucja w różnej formie, o czym wspomniałam już wcześniej. No i drinki w wiadrach.



Mogłabym właściwie wymieniać i wymieniać, bo takiego kraju wcześniej nie ,,zaliczyłam" więc wszystko było dla mnie nowe i niespotykane i szczęka opadała mi nadzwyczaj często. Powyższe rzeczy wzbudziły we mnie chyba najwięcej emocji - stąd ten post. Podsumowanie tajskiego (pierwszego) epizodu kolejnym razem.
 


ENG version :) 


Month ago started new life "in exile". Firstly was looking for a room, then looking for a job, now work, birthday spent in bed and lack of inspiration - for anything. Nobody said it gonna be easy :D Regarding to post: these are my observations and thoughts, some subjects may arouse negative emotions and arouse mixed feelings.


Continuation of Thailand. What is striking and made that your mouth will be wide open and jaw lying on the ground? This time the thing about the habits and thai stuff - not just the cuisine.


Massaaaaage? Thai woman terribly funny drag this word when they invite passers-by (they must have throats made of steel!) after some time, unfortunately it's irritating - those ladies are everywhere. Depends on the city but in these (full of tourists) before lounges usually are standing ladies dressed in skimpy clothes or "gentlemen-undercover" :D add to this very sweet smile, heavy makeup and meow: thai massaaaaage? I saw many times  sticker "no sex" on windows which is a bit puzzling looking at their appearance and behavior :) - which does'nt mean that every single place is a cave of
debauchery! Without generalizations.


There are many places where cushions/chairs are almost on the street. Massage open air? Why not - it's perfect spot for watching :) Be prepared for extreme sensations as bowing hands, elbows, shooting toes and removing limbs and neck in all directions... had bruises not once or twice but each time after I was feeling so light, relaxed and sleepy. Once I wrote on Facebook that if someone will be massager as good as there - I'm gonna marry this person ;) Cost? 120bht (
around 4$) for half an hour :)
 

Thai woman and next to them often european man. Men aged 45-70 often come here for different purposes. Have some fun, find the love of your life or somewhat spoil some younger girls a bit. Thai woman like European guys... or sometimes their wallets. What a pity.


Thai are beautiful I need to admit. Really tiny and I don't know why but all want to have white skin, almost cadaverous. Even if you will go to the store to buy face cream it's almost immposible - there is cream but whitening one (even sunscreen has bleaching properties!). While driving on scooters they are literally dressed from head to toe, socks, gloves - you can see only the eyes. By the way... how it's possible that they never boil in this uniform?!?
 


Thai food. Seafood (the closer to the coast the fresher and better you can find), vegetables, strange fruit, meat of unknown origin, rice noodles or rice. Food is prepared "in the limelight"
and served hot as hell and it's never that spicy as people think (usually I added extra spices to make it more flavoury). I would recommend all kind of curry, pad thai and mango sticky rice - heaven in mouth!
 

It is a pity that cause of heat I had problems with eating - wasn't hungry at all! Such a fate but believe me or not: I struggled with that as I could :D Remember - the more people the better place is - means that the food is fresh and tasty :) For three months never was sick cause of food, what for I took so many medicines then? :P

What else? 

Thais love the King and you can see his face everywhere. Flags everywhere, pictures, altars. There are many festivals dedicated to just the head of state. If you are in Thailand and suddenly find out that many of Thai people has a yellow T-shirt - it is just one of those days - yellow is the color of the monarch :) And when you go to the cinema to the duration of ads add few minutes for the video  anthem which is devoted to the royal family - please stand up with everyone and keep a straight face.


Thai people are very religious. Mainly they are
buddhists and followers of Islam. Often in houses/homes they have where they put some different things starting from cookies by flower on beers ending. These places are houses for ghosts, because without shelter they can haunt people. What is interesting: do you know that most vicious and nasty spirits are female ones? Hmmm... interesting why :D


While etering into the temple (home sometimes also shop or for example hair salon) take off your shoes, please. If you see any of them before entering, even if there is no sign - you perfectly know what to do.
I don't advise to show off in shorts, top and with great neckline also  sometimes you can borrow in front of temple the shawl or robe but more comfortable is just to wear pants and wide airy shawl to put on shoulders - fully recommend, important to show respect to habits, religion and traditions.


Frolic and frolics. In Thailand where religion plays huge role you can be really surprised what you gonna find there. Firstly - Lady Boys, it was always
mysterious. Sometimes they looked much  better than woman, it was hard to recognize. Another strange phenomenon is the existence of Ping Pong Shows - it was enough for me to hear the story of it, yuck. Shortly woman using vaginal muscles play using ping pong ball, draws in and spits various items. Thirdly - prostitution in various forms, mentioned earlier. Oh, and drinks in buckets. 

Toilet ;)

I could actually replace and replace, because I've never been in country like this so everything was new and unique and dropped my jaw very often. Summary of Thai (first) episode will be next.